Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wigilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wigilia. Pokaż wszystkie posty

POLSKA WIGILIA Z 12-TOMA DANIAMI



Kiedy zbliżają się święta często wracamy wspomnieniami do świąt , które minęły, do tych najbardziej charakterystycznych. W okresie gdy jeszcze chodziłam do podstawówki pamiętam taką wyjątkową wigilie u nas w domu, kiedy mama zdecydowała się zgromadzić u nas w domu na wigilię całą rodzinę na wigilie która miała się składać aż z 12 różnych dań!

Mieliśmy być my z całą naszą rodziną, czyli Mama, Tato, nasza czwórka, nasza babcia ( mama naszej mamy), siostra mamy z mężem i dziećmi, brat mamy  z  żoną i dziećmi, nawet część rodzeństwa naszej babci z dziećmi i ich rodziną.  Było nas rzeczywiście dużo.
 Jak teraz sobie myślę o tym , to nasza polska rodzina z tego okresu czasu przypominała tą grecką najbliższą rodzinę mojego męża z  którą spędziłam pierwsza wigilię na Korfu   i kiedy  przy stole w restauracji zebrało się 40 osób.

Jednka z mała zasadnicza różnica . Ta nasza polska wigilia odbywała się w domu i wszystko zostało przygotowane i ugotowane przez kobiety z rodziny , czyli moją mamę, babcie ( specjalistkę do szybkiego lepienia szalonej ilości pierogów), dwie ciocie , moja siostrę i mnie. Trzeba było pożyczyć dodatkowe stoły i krzesła od sąsiadów i rozdzielono gości na dwie grupy. Starsze osoby z rodziny siedziały przy stole w jednym pokoju , a w drugim pokoju był zorganizowany stół dla dzieci i młodzieży.

Przygotowania do tego uroczystego posiłku trwały kilka dni . To co można było zrobić wcześniej zostało wykonane wcześniej , ale wszystkie potrawy wymagające gotowania w tym samym dniu były przygotowywane od rana u nas w kuchni . Tutaj od wczesnych godzin rannych było pełno żeńskiej części rodziny .

Przed wieczorem wszystko było gotowe, dom ozdobiony z prawdziwą pachnącą choinką w rogu głównego pokoju,  stoły nakryte - wszystko czekało na gości.

Powoli wszyscy zaczęli się schodzić , było gwarno i przyjemnie. Jak zawsze  wszyscy byli ubrani bardzo uroczyście by nadać temu wieczorowi dodatkową wartość. Po całodziennym poście wszyscy byli głodni jak wilki . Wiedzieli jednocześnie o tym , że wigilia będzie miała 12 dań i każdy będzie mógł zjeść każde z nich. Oczywiście przy braku takiej możliwości, na zmieszczeniu tego wszystkiego w żołądku można było opuszczać jakieś dania, by mieć miejsce na inne - bardziej lubiane.

 A było co wybierać!

Po usadzeniu wszystkich tak by wszystkim było w miare wygodnie, bo miejsca było mało, zaczeliśmy nasza wigilię. Nie zabrakło polskich kolęd które słyszeliśmy z radia - atmosfera była bardzo szczególna.

Na stole zaczęły pojawiać się pierwsze dania .......

- ryba mielona z warzywami w galaretce (specjalność mojej babci, która zawsze to robiła );

- śledzie w oliwie z cebulką;

- śledzie w occie z cebulą i czosnkiem;

- śledzie po japońsku;
To była specjalność mojego Taty, którą sam przygotowywał. To były filety ze śledzia zawijane na około ogórka kiszonego, marchewki w occie i ziemniaka gotowanego. Wyglądało to jak rolo z ryby z nadzieniem przebite dla trwałości jedną wykałaczką.

Następnie każdy dostawał danie gorące.

- karp smażony;

- karp pieczony z warzywami;

- ryba po grecku
Tutaj chce mi się śmiać , bo to danie nie ma nic wspólnego z Grecją . Grecy nie jedzą czegoś takiego . Najczęściej jedzą ryby morskie - grillowane, smażone z sosem z cytryny oliwy i oregano. Ta "ryba po grecku" to smażona ryba ze słodkiej wody, połączona z bogatym warzywnym sosem z dużą ilością drobno pokrojonej marchewki.

- barszcz czerwony z uszkami z grzybami;
W naszym rodzinnym domu było przyjęte, jako zwyczaj, że najstarsza osoba z rodziny siedząca przy stole wigilijnym otrzymywała w barszczu tzw. ucho prezesa, czyli troche większe uszko z grzybami. Jak dobrze pamiętam to mój brat wprowadził ten zwyczaj, który był od razu przez wszystkich zaakceptowany.

- pierogi z kapustą i grzybami polewane słoninką z cebulą drobno pokrojoną ;

- pierogi z ziemniakami z powyższą polewą;

- kompot z suszonych gruszek i jabłek;

I kto miał jeszcze miejsce w brzuchu na koniec mógł się delektować słodyczami

- faworkami z cukrem pudrem, których w dużej ilości nigdy w wigilie nie brakowało.

Było ich tak dużo, że nie można było wszystkiego skosztować - trzeba było wybierać te ulubione.

To była wspaniała wigilia, ostatnia wigilia z moja jedyną babcią - mamą mojej mamy, bo 2 dziadków i mamę taty nigdy nie poznałam - umarli przed moim urodzeniem.

Cała rodzina zebrana w jednym domu na wigilię, dużo opowiadań o rodzinie z dawnych lat, żarty i śmiechy  w dużej ilości.


Z pewnością była to jedna z najbardziej zapamiętanych przeze mnie wigilii  w Polsce, wigilii z okresu mojego dzieciństwa.

ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA NA KORFU - MOJE RODZINNE TRADYCJE




Po kilku pierwszych latach mojego pobytu na Korfu , kiedy wiele obserwowałam, poznawałam tutejsze zwyczaje, postanowiłam wprowadzić pewnego rodzaju zmiany w tradycjach rodziny dotyczące sposobu obchodzenia świąt Bożego Narodzenia. Chodziło mi o to by każdy z członków rodziny był zadowolony i by dla wszystkich święta były niezapomniane.

Po 3 latach mojego pobytu na Korfu moja szwagierka urodziła kolejne dziecko - rodzina się powiększyła i tak zdecydowaliśmy się spędzać święta wśród najbliższej rodziny . Trzeba było wprowadzić elementy międzynarodowe, tak by mąż mojej szwagierki Anglik - był zadowolony, elementy polskie bym ja jako Polka też miała coś polskiego i oczywiście trzeba było kontynuować zwyczaje greckie by zadowolić wszystkich , ale głównie moich teściów.

Międzynarodowe rodziny na Korfu to coś codziennego, jest ich wiele. Jest to wynikiem bogatej historii wyspy- okupacji angielskiej, włoskiej , czy francuskiej , które spowodowały, że wiele tutejszych rodzin ma przodków we Francji, we Włoszech , czy w Anglii. Dodatkowo jako wyspa turystyczna Korfu przyciąga tutaj wiele ludzi z całego świata , którzy zakochują się w tym miejscu lub w jakiejś osobie z wyspy i tak grupa międzynarodowa na wyspie się powiększa.

Oczywiście by wprowadzić pewne zmiany w sposobie obchodzenia świąt potrzebna była dyplomacja by wszystko to osiągnąć, bo zmienianie zwyczajów szczególnie u ludzi starszych nie jest łatwe. Trzeba było zachować równowagę we wszystkim. 

Mój ukochany teść śmiał się , że Polka " komunistka" robi zamieszanie w rodzinie , ale tak naprawdę to mu się to podobało.

Po drugiej , bardzo udanej mojej wigilii na Korfu w moim domu , która miała wiele elementów polskich (piszę o tym w innym artykule) postanowiłam to kontynuować .
Zdecydowałam w wigilie zbierać całą rodzinę u siebie by zajadać się tymi moimi kochanymi wigilijnymi polskimi potrawami.

Wigilia zaczynała się dzieleniem polskim opłatkiem który zawsze moja mama mi przed świętami przesyłała z Polski.

W wigilię dla każdego było coś dobrego. Wszyscy jedli rosół z  polskimi słonymi paluszkami, ja ze szwagierką i szwagrem zajadaliśmy się pierogami z grzybami, inni jedli bigos, teściowa próbowała wszystkiego, a teść miał swoje ulubione danie - udo indycze z ziemniakami z piekarnika. Tak więc wszyscy byli zadowoleni i o to chodziło !!

Po obiedzie wszyscy razem chodziliśmy na godzinny spacer do kościółka Vlacherny na Kanoni . To miejsce jest niedaleko mojego domu , piękny punkt widokowy na lotnisko korfiańskie, Mysią Wyspę i na ten kościółek. Tam zapalaliśmy świeczki z myśla o osobach ukochanych i powoli wracaliśmy do domu by delektować się ciastkami , kawą lub ciepłą herbatą. Wieczór najczęściej kończył się wspólnym oglądaniem jakiegoś klasycznego filmu o świętach - tak by dzieciaki były szczęśliwe. Prezentów tego dnia nie było , czekały na nas w pierwszy dzień świąt.

Pierwszy dzień świąt najczęściej zaczynał się miłym rodzinnym śniadaniem i spacerem po zatoczce Garitsa w mieście , gdyż blisko tego miejsca mieszkała moja szwagierka . Tam spędzaliśmy pierwszy dzień świąt z elementami zwyczajów angielskich.
Stół świąteczny przypominał święta w Anglii. Było wiele przystawek : gotowane kalafior, marchewki, małe grzybki, borówki, ziemniaki z piekarnika, sałatki różnego rodzaju i oczywiście wyjmowany w ostatniej chwili z piekarnika nadziewany piękny indyk.

Przyznam się ,że wszystko zawsze było bardzo smaczne i często z trudnością trzeba było sobie odmówić czegoś by spodnie i spódnice się zapinały...... Po obiedzie była przerwa i ponowny spacer - tym razem po przeuroczej zatoczce Garitsa , która tego dnia wtedy i obecnie  jest pełna znajomych . Dzieciaki w czasie tego spaceru zawsze były niecierpliwe kiedy wrócimy do domu , bo czekały na prezenty znajdujące się pod choinką od rana. Wracając do domu piliśmy kawę lub herbatę i zajadaliśmy tradycyjny putting przygotowany przez mojego szwagra Anglika - wspaniały , pachnący - pyszny.

Nadchodziła ta jedyna w swoim rodzaju chwila na która dzieci czekały. Zaczynaliśmy otwierać prezenty. Oczywiście kilka pierwszych było dla dzieci które na to tak czekały. Później każdy w kolejności dostawał coś. 

Prezentów zawsze było mase. Poza dużymi , głównie dla dzieci było wiele prezentów malutkich , pięknie opakowanych z ciekawą zawartością . Chodziło o jak najlepsze pomysły, by sprawić prezent z którego ktoś będzie zadowolony , a który nie będzie drogi. W większości przypadków o to chodzi. I tak teść , jak zwykle, dostawał wile różnej wielkości paczuszek , różnie zapakowanych z jego marką papierosów, czy różnego rodzaju skarpetki. Zawsze był z tych prezentów zadowolony. Szwagier dostawał duża ilość paczuszek z zapalniczkami , które namiętnie zawsze gubił, teściowa zawsze miała jakiś drobiazg do domu i czekoladki , które lubiła itd. 

Otwieranie tych wszystkich prezentów trwało zawsze całe popołudnie i przeplatane było jedzeniem ciast, czy oglądaniem filmów rysunkowych dla dzieci . Niezapomniane chwile.....

Drugi dzień świąt należał do teściowej.

 Po dwóch dniach ciągłego jedzenia wszyscy tęskniliśmy za czymś lekkim . I tak u teściowej zawsze czekał na nas rosół z kury i wołowiny przyprawiony ubitą pianą z jaja z cytryną. To jest typowa zupa grecka o nazwie awgolemono, którą często na Korfu jemy w okresie zimy. Na drugie danie było mięso gotowane z warzywami i oczywiście po kolejnym spacerze ciastka .

Uff , tyle jedzenia w ciągu kilku dni . Zawsze przybywało kilogram lub dwa mimo tych spacerów i uważania .

 W te dni jednak nikt nie myślał o tym . Spędzaliśmy bardzo rodzinnie święta ciesząc się szczególnie szczęśliwymi uśmiechami naszych dzieci - bo najlepdze święta widać w oczach uśmiechnietych dzieciaków.

Tak spędzaliśmy święta rodzinne przez wiele kolejnych lat,12 czy 13 -  kiedy nasze dzieci były małe.  Wszystko uległo zmianie po śmierci moich teściów i kiedy moja szwagierka z całą rodziną wyemigrowała do rodzinnej miejscowości jej męża w Angli , gdzie mieszkają do dnia dzisiejszego.

Były to niezapomniane chwile mojego życia i nie tylko mojego . Bardzo często wspominamy te dni z moja córką. Jest to wielki skarb, który mamy schowany w naszych sercach i mam nadzieje , że córka zakładając rodzinę w Anglii będzie to kontynuowała przez wiele lat .

Jak do tej pory widzę, że te elementy naszych świąt na Korfu zakorzenione są  w jej sercu i są wprowadzone w jej rodzinnym domu w Anglii. 

Tam mają polsko-grecko-angielskie święta i bardzo fajnie to jest połączone w dużej międzynarodowej rodzinie .

MOJA DRUGA WIGILIA NA KORFU


Po pierwszej "dziwnej" wigilii na Korfu obiecałam sobie , że w następnym roku będzie zupełnie inaczej i ja przejmę inicjatywę w zorganizowaniu naszej rodzinnej wigilii na Korfu.

I tak się stało. 

Po pierwsze nie byliśmy już sami, była z nami malutka córeczka i wszystko wyglądało zupełnie inaczej. 

Ze względu na doświadczenie z poprzedniego roku chciałam by ta druga wigilia była inna - bardziej polska, bo o zupełnie polskiej nie było mowy.  Jak może być polska wigilia, bez śniegu, bez zimna , bez polskiej rodziny ( stan wojenny) itd. 
Chciałam to przystosować do tutejszych warunków i po pierwsze zależało mi na tym by malutka córeczka była u siebie w łóżeczku o odpowiedniej godzinie, kiedy my  później będziemy mieli naszą rodzinną wigilię.

Po pierwsze liczba gości została z oczywistych powodów zmniejszona, nie było 40 osób z rodziny, ale bliższa rodzina - około 15 osób.

Przygotowywałam tą wigilię chyba tydzień. Po pierwsze dom przepięknie udekorowałam dodając na choinkę wiele polskich ozdób przesłanych mi przez mamę z Polski.

 Poza wieloma zajęciami obok dziecka musiałam przygotować to co uważałam, że będzie smakowało tutejszej rodzince, nie zapominając o kilku bardzo trudnych osobach ,po pierwsze o moim teściu, który poza greckimi daniami nigdy nie lubił nic próbować. Musiało więc być dużo różnorodnych dań plus jakieś dania greckie dla tych "trudnych" gości.

Długo zastanawiałam się nad menu tego wieczoru by ostatecznie ustalić, że będę miała obowiązkowo barszcz czerwony z uszkami z grzybami ( te - prawdziwe miałam od brata z Bieszczad), pierogi z kapustą i grzybami, rybę smażoną , bigos z polskimi grzybami z przepisu mojego taty, paluszki słone na zagryzkę do wina (świąteczna tradycja mojej rodziny) , pieczone nadziewane udo indyka z ziemniakami i różne sałatki. Ciasta miała zrobić teściowa by mi choć trochę pomóc. Pracy było moc, ale przy dobrej organizacji i dużej chęci wszystko poszło z planem. Dania postne były dla tych którzy pościli, a inne dla tych "trudnych" gości.

Oczywiście poinformowałam też wszystkich, że po zakończeniu wigilii będzie też rozdawanie prezentów - tak jak to robimy w Polsce w wieczór wigilijny, na co wszyscy z uśmiechem się zgodzili .

Od rana w pięknie udekorowanym domu słychać było polskie kolędy. Pod choinką w salonie stał kojec z córką, która  z szeroko otwartymi oczyma, uśmiechnięta,  grzecznie siedziała by mama mogła działać. Ja piekłam dodatkowe słone paluszki, bo bez ich zapachu w domu dla mnie nie ma świąt. Do drzwi co chwilę pukały dzieci by śpiewać kolędy. Dostawały ode mnie drobne pieniądze i oczywiście  po jednym słonym  paluszku - na drogę.

 Czułam sią szczęśliwa, ale muszę przyznać, że od czasu do czasu łzy po policzkach mi ciekły - bo brak mi było mojej ukochanej mamy. Wszystko było tak dobrze zorganizowane, ale bez mamy to nie była pełnia szczęścia.  Nie wiem dlaczego, ale zawsze w ten właśnie poranek wigilijny mam przed oczyma moja rodzinę , moje dziecięce bardzo szczęśliwe święta z rodzicami i rodzeństwem .

 Zdaję sobie sprawę z tego, że to przeszłość, ale mimo tego tęsknie za nią.  Do dnia dzisiejszego tego dnia, w poranek wigilijny, słuchając kolęd, zawsze jestem bardzo wzruszona i do dziś jakieś łezki spadają z policzków. Mąż się do tego przyzwyczaił, bo to rozumie.
I tak nadszedł wieczór wigilijny. Rodzinka się zebrała, stół był bogato , starannie ozdobiony i zastawiony pysznościami. Wszyscy patrzyli się z ciekawością co ja takiego przygotowałam.  Bardzo im się też podobał bogaty wystrój domu i oczywiście po pożegnaniu się na dobranoc z córką wszyscy zasiedli przy stole. 

W centralnym miejscu na stole leżał na talerzu polski opłatek, który moja mama mi przysłała w kartce z życzeniami. 

Wszyscy pytali się co to jest!!??? 

Wytłumaczyłam co i tak i przed usiądnieciem do stołu wszyscy podzieliliśmy się opłatkiem i złożyliśmy sobie życzenia. Bardzo mi się to podobało i serce biło mi z radości trochę szybciej!!! 

Nareszcie coś mojego w ten dzień !!!

Barszcz czerwony zjedli wszyscy . Niektórzy dziwnie oatrzyli sie na uszka i nie chcieli uszek z grzybami, ale do barszczu jedli moje słone paluszki. Te paluszki przez nich nazywane PALUKI ( czyli po grecku kije) były największą rewelacją wieczoru - zniknęły wszystkie i wszyscy chcieli na nie przepis.





 Czyli pierwsze danie przeszło z powodzeniem !!!

 Zaczęłam podawać drugie danie.
 Ryby smażone - wszyscy jedli, bigos- wszyscy próbowali, pierogi z grzybami ....... tylko dwie osoby skosztowały z dziwnym wyrazem twarzy. Podałam więc szybko indyka z ziemniakami i wszyscy zaczeli się zajadać - ufff całe szczęście, że o tym pomyślałam.

Po posiłku zrobiliśmy małą przerwę na rozdawanie prezentów . Było ich dość dużo bo każdy coś dla każdego przygotował. Następnie rozkoszowaliśmy się słodkościami teściowej i tak wieczór mile się zakończył.

 Była to zdecydowanie wigilia !!!!

 Może nie w zupełności polska - nie postna, ale wigilia - w rodzinnej atmosferze z polskimi daniami, które przypominały mi kraj , moją rodzinę i moje dzieciństwo.
Z pierogami to był zupełny niewypał, zostało ich bardzo dużo. Załadowałam nimi całą półkę w lodówce.  Mąż jadł je czasami tylko smażone na patelni - chrupiące. Większość została dla mnie, ale wcale mnie to nie martwiło - przez następny tydzień miałam polskie danie dla mnie.

Następnego dnia była pastitsada u teściowej i oczywiście wszyscy zachwalali moja gospodarność , próbę zadowolenia ich polskimi daniami poprzedniego wieczoru, itp.

 Wigilia " po polsku" z pewnymi zmianami zaczęła być zwyczajem rodzinnym przez wiele kolejnych lat ku zadowoleniu wszystkich , ale też i moim  - bo miałam polski akcent w czasie świąt Bożego Narodzenia w Grecji. Moi teściowie byli bardzo dumni z tego , że Polka - żona ich syna wprowadziła do rodziny nowy zwyczaj pokazując jej gospodarność. Szczególnie teść " piał" ze szczęścia , bo teściowa zaczeła chcąc czy nie porównywać moją gospodarność z tym czego ona nauczyła swoją córkę. Często to porównanie nie tak bardzo jej się podobało i było często powodem jej sporów z moim ukochanym teściem.

Polski opłatek też został tradycją tego wieczoru. Do chwili kiedy żyła moja mama dostawałam go od niej w kartce z życzeniami, a po jej śmierci w 1998 roku przez kilka kolejnych lat wysyłała  mi go wraz z życzeniami  moja ukochana sąsiadka z Polski, osoba zaprzyjaźniona z całą naszą rodziną. Do dnia dzisiejszego w święta u mnie w domu pachną słone paluszki i bigos w dużej ilości czeka nawet na niespodziewanych gości , którzy go uwielbiają .

 Przepis na paluszki przez wiele lat przeszedł z rąk do rąk i na wielu stołach na Korfu możecie teraz je znaleźć - jako polskie  " paluki". 

Nawet w Anglii gdzie córka mieszka od kilkunastu lat są one podawane na świątecznych stołach - jako polskie paluszki . 

Tradycje rodzinne więc trwają i są kontynuowane.....


MOJA PIERWSZA WIGILIA NA KORFU.


Kiedy przed ponad 40 laty przyjechałam jesienią zamieszkać na stałe na Korfu z moim mężem Korfiatem byłam bardzo ciekawa jak tutaj obchodzi się święta.

Z niecierpliwościa czekałam na pierwsze Święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku na Korfu.

Jak to będzie ? Co się tutaj robi w te dni, jak tutaj wyglądają święta??

 To były moje pytania przez cały okres przygotowań do świąt tj, dekoracja domu, ubieranie choinki, drobne zakupy, nowa sukienka na święta i kupowanie prezentów dla najbliższych członków rodziny .

 W moim domu na centralnym miejscu stała mała choineczka z Polski , którą mi podarowała mama i typowo polski - ze słomki aniołek , który według mamy miał mnie w Grecji strzec przed złem . Taka była moja ukochana mama.




Kiedy wszystko w domu było gotowe do świąt - jak małe dziecko czekałam na resztę.

W scenerii świąt brakowało mi czegoś zasadniczego  - śniegu , białego puchu okrywającego wszystko na dworze i chłodu który szczypie w policzki . Tutaj temperatura była raczej wiosenna , 15-17C i dni bardzo słoneczne niczym nie przypominały świąt Bożego Narodzenia . Może tylko bogaty wystrój miasta, wystawy sklepów i dziki tłum ludzi w sklepach przypominał o tym , że święta tuż tuż.

W dzień wigilii miałam czas poświęcić na siebie, by wypocząć, zadbać o paznokcie, twarz (maseczka), brwi, włosy - wszystkie te babskie sprawy bym była wypoczęta na wieczór i zrobiła się na piękną .... 

Wszystko zapowiadało się oczekująco. Gdzie pójdziemy nie wiedziałam - to miała być tajemnica. Tak więc czekałam z niecierpliwościa do 21.00 kiedy wyruszyliśmy z domu.

Pojechaliśmy do bardzo dużej restauracji, bardzo bogato zdobionej, z orkiestrą i solistami, gdzie cała rodzina  - ta najbliższa, miała zarezerwowany stół na około 40 osób!!! 

Cała rodzinka razem przy jednym długim stole tuż przy miejscu do tańczenia. Zastanawiałam się jednak nad tym, że to niczym nie przypominało  rodzinnej atmosfery naszych polskich domów przy których zbiera się duża, ale nie tak duża rodzina, by zjeść razem specyficzne dania wigilijne. 
Tutaj to wyglądało jak duże przyjęcie przy muzyce z jakiejś okazji, z pewnością nie miało nic wspólnego z wigilia do której byłam przyzwyczajona przez tyle lat w Polsce.

Dań specjalnych nie było. Każdy zamawiał co chciał wybierając pomiędzy typowymi greckimi mięsnymi daniami tj. owieczka z piekarnika z ziemniakami, szaszłyki wieprzowe, mięso z grilla,itp.  Poza tym było dużo, bardzo dużo przystawek którymi zastawiony był cały stół, a które w dużej ilości pozostały tam, bo nie byliśmy w stanie tego wszystkiego zjeść.

Do tego wszystkiego była bardzo głośna muzyka z solistami, greckie tańce, klasyczne tańce i wszyscy świetnie bawiliśmy się  tańcząc do rana. W tego rodzaju spotkaniach towarzyskich, czy rodzinnych miałam już okazję uczestniczyć na Korfu i nie widziałam dużej różnicy z tym co przeżyliśmy tego wieczoru. 

Tylko specyficzna świąteczna dekoracja restauracji informowała nas o tym z jakiej okazji odbywa się ta cała zabawa.

Przyznam sie, że mimo bardzo miłej atmosfery ja często myślami biegłam do kraju, do domu rodzinnego by choćby myślami siąść za stołem i zjeść barszcz z uszkami, rybę w galarecie, karpia smażonego, czy śledzia w oliwie itp. 

Tego tutaj nie miałam, zaczynałam żyć w innym świecie i zaczęłam zdawać sobie z tego sprawę.

Brak mi było tych szalonych przygotowań kulinarnych w domu , kiedy moja babcia lepiła uszka, mama gotowała barszcz i przygotowywała na następny dzień sałatkę warzywną z majonezem, śliwkami, groszkiem , jabłkami itd.

Bo w wigilię mieliśmy od rana ścisły post i nie można było nawet dotknąć tego co przygotowywano w kuchni na pierwszy dzień świąt.

Poza tym tutaj zakupione prezenty czekały na sylwestra, bo wtedy Korfiacy przekazują je sobie. Nie tak jak w Polsce kiedy w wieczór wigilijny dzieciaki chodzą koło choinki czekając na otwieranie prezentów po posiłku zastanawiając się który jest dla nich.

I tak po mojej pierwszej wigilii "po grecku" wróciliśmy późno do domu by szybko położyć się i odpocząć bo następnego dnia, którego czekał nas. 

Ten niedosyt tego wieczoru może trochę zmniejszyłam tym, że po przyjściu do domu koło choinki podzieliłam się z mężem polskim opłatkiem, który mama wraz z kartką z życzeniami mi przysłała.
Przynajmniej tak chciałam mieć polski akcent tego wieczoru ...

Pierwszy świąteczny obiad u teściowej - pierwszy dzień świąt po grecku ????!!!

Pierwszy Dzień Świąt był "śpiewający", typowo korfiański. 
Na stole oczywiście królowała korfiańska PASTITSADA z różnymi sałatkami i dużą ilością makaronu. Nie brakowało dobrego czerwonego wina i dużej ilości ciastek typowo świątecznych - MELONOMAKARONA (ciastka nasączone miodem i posypane orzechami ) i KURABIEDES (kruche ciasteczka z migdałami posypane cukrem pudrem).
 Byłam  mile zaskoczona tym , że wszyscy uczestniczyli w śpiewach i większość miała bardzo dobry głos. Nawet teściowa miała swoje  ulubione piosenki, które sama śpiewała przy minimalnej pomocy mojego mężą. To był bardzo rodzinny dzień, inny -  grecki, ale bardzo rodzinny i byłam z niego bardzo zadowolona. Nie miało to nic wspólnego z naszą, polską tradycyjną wigilią. Co kraj to obyczaj.

Tego dnia jednak poczułam ponownie, że Korfu to moje miejsce .

 Jeśli chodzi o sposób obchodzenia wigilii ..... już w tym dniu snułam plany na temat tego jak ja to zorganizuję w następnym roku  - tak by wszyscy z rodziny mieli tym razem moją , polską niespodziankę i by nasza rodzinna wigilia na Korfu przybrała polsko-greckiego charakteru ......

Byłam gotowa do przygotowania takiej uroczystej, idealnej wigilii w moim domu na Korfu. Przeszłam wieloletnią "szkołę" gospodyni w rodzinnym domu pod okiem mojej mamy. 

Przyjechałam na Korfu stworzyć polsko - grecki dom i chciałam tutejszej greckiej rodzinie pokazać, że Polka potrafi to zrobić. 
Uroczystości świąteczne i urządzanie ich u mnie w domu były do tego świetną okazją !

Ale o tym jak wyglądała moja druga wigilia na Korfu piszę w innym artykule😉



MOJA WYJĄTKOWA RODZINNA WIGILIA W POLSCE



Co roku przed świętami zdajemy sobie sprawę z tego, że czas mija, sytuacje w około nas zmieniają się - niektóre kochane osoby odchodzą, inne rodzą się by powiększyć grono rodzinne. 
W takich dniach bardzo często zastanawiam się nad tym, które ze świąt Bożego Narodzenia w moim życiu były najpiękniejsze, wyjątkowe i zawsze będę je mile wspominać. Segreguję je w myślach i wybieram te najistotniejsze.

Osobiście bardzo często wracam pamięcią do moich pierwszych świąt Bożego Narodzenia spędzonych w kraju po 7 latach stałego pobytu na Korfu. Był to rok 1989 kiedy zdecydowaliśmy się rodzinnie spędzić święta w Polsce by moja wtedy 6 letnia córka miała okazję poznać moją całą rodzinę i bym miała okazję pokazać jej skrawek mojej ojczyzny. 
W tym wieku już mogła wiele zapamiętać i była to ostatnia szansa miesięcznego pobytu w Polsce przed rozpoczęciem przez nią szkoły podstawowej na Korfu. W Grecji nie ma długiej przerwy zimowej, ale 3 miesięczne wakacje letnie.

Był to bardzo istotny okres mojego życia - pierwszy raz podróżowałam z mężem i moim dzieckiem do mojego rodzinnego domu w Polsce. Byłam tym bardzo wzruszona wiedząc też o tym , że moja mama będzie w te święta wyjątkowo szczęśliwa - planowaliśmy spotkanie wigilijne całej rodziny .

W pierwsze dni spacerując po Lublinie oglądaliśmy moje rodzinne miasto - Lublin, zobaczyłam wiele zmian, wszystko wydawało mi się  nowe, czasami wręcz obce - po 7 latach moje tutaj nieobecności.

Nasza rodzinna wigilia odbyła się w domu mojej siostry. Przygotowania do tego wieczoru trwały kilka dni .

Ja z mojej strony znając dość trudną na rynku sytuację tamtejszego okresu czasu w kraju przywiozłam wiele drobnych prezentów dla wszystkich członków rodziny oraz bardzo duża ilość kolorowych, złotych, srebrnych papierów do opakowania prezentów i wiele kokard różnokolorowych by pięknie ozdobić prezenty choinkowe. Przez dwa dni przed wigilia chodzliśmy też po sklepach w Lublinie by dokupić dodatkowe prezenty - wszystkie te które nam się podobały i wydawało się nam, że sprawią radość członkom mojej rodziny. Wyboru dużego nie było - przypominam, że były to lata dość trudnego okresu w kraju. My jednak ze względu na dużą różnicę wymiany dewizowej drachmy na złotych mieliśmy możliwość nie myśląc o cenach kupować wszystko to co nam się podobało.Chcieliśmy dać dużo szczęścia wszystkim bliskim i zarzucić ich wieloma prezentami , tymi których nie miałam okazji im dać przez tyle lat będąc w Grecji w okresie świąt.

Nigdy nie zapomnę tego jak w przeddzień wigilii zajęło nam cały dzień pakowanie tego wszystkiego, rozdzielanie i podpisywanie prezentów. Były to niezapomniane chwile mojego życia, bo wiedziałam,  że sprawię tym dużo radości moim bliskim. Nazbierało się tego dość dużo, więc by to przewieźć do mojej siostry potrzebna była duża walizka.

W wieczór wigilijny pojechaliśmy do siostry taksówką , ponieważ odległość dzieląc mój dom rodzinny od domu siostry była dość duża i dodatkowo trzeba było zabrać ze sobą tą walizkę z prezentami. Wsiadając do taksówki zaczęłam jak zwykle pogaduszki z taksówkarzem, który pytał się nas skąd przyjechaliśmy, jak wygląda życie w Grecji itp. Ja z mojej strony pytałam się jego o sytuację w kraju i jak mu się żyje. Taksówkarz okazał się bardzo sympatycznym czterdziestolatkiem , który miał trójkę małych dzieci i bardzo szczęśliwą rodzinę. Mieliśmy okazję na ten temat pogadać bo nasza trasa była dość długa.

Ciągle wtedy miałam uczucie niesprawiedliwości, że w moim kraju ludzie pracując uczciwie nie mogą zapewnić sobie niezbędnych środków do życia ze względu na istniejącą wtedy sytuacje ekonomiczna w Polsce. Ceny na wszystko w kraju, z przeliczeniem na drachmę były wielokrotnie niższe dla mnie, przy mojej greckiej pensji, ale dla większości Polaków żyjących w kraju była to bardzo trudna sytuacja.

Wtedy wpadłam na pomysł zrobienia dobrego uczynku. Chciałam zapłacić taksówkarzowi za trasę tyle ile bym za nią zapłaciła w Grecji w drachmach. Różnica była bardzo istotna !

 Kiedy dojechaliśmy powiedziałam taksówkarzowi, że to dzień wigilijny i ja chcę mu zrobić prezent dla niego i jego rodziny i zapłacić za trasę tak jak pomyślałam. Ten młody człowiek był tym bardzo zaskoczony i mi odmówił kategorycznie mówiąc , że nie może tego przyjąć bo po pierwsze jego żona mu w to nie uwierzy- bo nie ma już Świętych Mikołajów, po drugie - nie chce myśleć o tym , że będzie ponownie czekał na tego rodzaju "cud", że za jedną trasę otrzyma pieniądze które zarabia pół miesiąca i to sprawi , że będzie się czuł nieszczęśliwy !!!!!! Byłam tym jego tłumaczeniem zaskoczona. Starałam się mu wytłumaczyć moja intencję, ale bez skutku. W końcu naszej dyskusji taksówkarz po otrzymaniu zapłaty za trasę  zgodził się tylko na przyjęcie dodatkowych symbolicznych pieniędzy na prezenty dla jego dzieci. Tej sytuacji nigdy nie zapomnę.


W wieczór wigilijny zebraliśmy się wszyscy razem - moja mama , siostra , bracia , żony, mężowie i nasze dzieci . Było nas dość dużo, ale pierwszy raz spotkaliśmy się po latach przy stole wigilijnym w towarzystwie naszych nowo założonych rodzin i naszej mamy. Poprzedni taki moment był przed wieloma laty w naszym rodzinnym domu gdzie przy stole siadaliśmy w czwórkę, o wiele młodsi z naszymi rodzicami.

 Tego dnia na stole było też puste nakrycie, jak tradycja nasza naszej rodziny wymagała . Przeważnie mówiło się , że to nakrycie jest dla jakiejkolwiek osoby, która w wieczór wigilijny przyjdzie niespodziewanie do domu. Dla nas to puste nakrycie było zawsze dla naszego ukochanego taty, którego nam bardzo brakowało , szczególnie w te wyjątkowe chwile rodzinne.

Przed posiłkiem nie zabrakło dzielenia się opłatkiem. Tradycja w Polsce i tradycja w moim domu. Składaliśmy sobie każdemu z osobna życzenia i nigdy tej chwili nie zapomnę. Atmosfera była bardzo wyjątkowa.

Oczywiście nie brakowało typowych dań świątecznych tego dnia - śledzi różnego rodzaju, barszczu z uszkami, pierogów z kapusta i grzybami , czy karpia . Ja czułam sie niesamowicie szczęśliwa , że ponownie mogę to przeżywać  i to mając obok mnie mojego męża i córkę.

 W pewnych momentach "łapałam" moją mamę na tym , że miała łzy w oczach . Kiedy się jej spytałam : Mamusiu dlaczego płaczesz , moja mama odpowiedziała mi , że płacze ze szczęścia czując jednocześnie , że to pierwsza i ostatnia taka nasza wigilia - to mówiła jej intuicja i niestety, miała rację

Była to moja ostatnia wigilia spędzona z moją ukochaną mamą. Była to też moja JEDYNA wigilia spędzona w Polsce z mamą , z moim rodzeństwem i jednocześnie z moją grecką rodziną - moim mężem i moja córką.

 Niezapomniane chwile....

Po posiłku nastąpiło dawanie prezentów które znajdowały się pod choinką. Dzieciaki szalały ze szczęścia. Czekały na ten moment od chwili gdy prezenty znalazły się pod choinką. Podchodziły do niej by odczytać imiona na tych kolorowych paczkach i oczy im się ze szczęścia świeciły. Pamiętam, że przywiozłam wile małych kolorowych parasoli dla dzieci i były nimi zachwycone. Tyle radości w jednym dniu ! Czułam się bardzo szczęśliwa, że mogłam te święta spędzić z moją rodziną i moja ukochaną mamą.  Było wiele śmiechu  żartów, niezapomnianych chwil ....

Tak minął ten jedyny w swoim rodzaju wieczór wigilijny mojego życia.