Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie w górach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie w górach. Pokaż wszystkie posty

JESIENNY OBRAZ NASZEJ WINNICY NA KORFU

 Na moim blogu macie szereg artykułów opisujących naszą winnicę, sposób w jaki robimy nasze domowe wino i znaczenie tego miejsca dla naszego codziennego życia. wystarczy dać hasło : winnica. 

Dzisiaj chcę Wam pokazać jesienny obraz tego rajskiego miejsca. Jesień na Korfu mija bardzo szybko lub w ogóle jej nie ma i od razu przechodzimy w okres naszej zimy, która bardziej przypomina jesień w północnej Europie niż zimę. 

Dla mnie właśnie ta nasza winnica wiąże mi się z jesienią w kraju, z tą polską złotą jesienią, bo liście winorośli w tym miejscu przez długi czas pozostają na krzewach i to właśnie w kolorach jesiennych. W około mamy korfiańską cudowną zieleń na zboczach gór oraz błękit nieba greckiego. Tylko nasza winnica ma inne kolory. 





Na Korfu mamy kilka miejsc gdzie można nacieszyć się kolorami tak pięknej jesieni. Opisuję to w moim artykule tutaj :

https://korfumojaprzystan.blogspot.com/2017/12/polska-zota-jesien-na-korfu.html

Ja mam, jak na zamówienie te piękne jesienne kolory na terenie naszej winnicy. Przypominają mi one jesień w Lublinie na terenie parku, niedaleko mojego rodzinnego domu, gdzie w młodości uwielbiałam jesienią spacerować po dywanie tych jesiennych liści.. 



Naszą winnice odwiedzamy przez cały rok, nie tylko w okresie rozwoju winorośli. Dla nas to miejsce do przemyśleń, gimnastyki, miejsce dotlenienia się górskim powietrzem. To jest nasz prywatny Raj tak jak to opisuję w moim artykule tutaj:

https://korfumojaprzystan.blogspot.com/2020/06/nasza-winnica-na-korfu-to-nasz-prywatny.html

W okresie jesieni i słonecznych dni w zimie często tutaj przyjeżdżamy. Czasami nawet spaceruje z domu by tam dojść drogami pomiędzy gajami oliwnymi  bo winnica oddalona jest od domu o 4 kilometry. To cudowna trasa na spacer i spotkanie z przyrodą wyspy.

Teraz po pierwszych deszczach zbieramy w winnicy nasze ukochane xorta by jeść je z rybami różnego rodzaju na obiad. O tym rarytasie kulinarnym pisze Wam w moim artykule tutaj :

https://korfumojaprzystan.blogspot.com/2019/03/dzikie-warzywa-xorta-horta-i-cigari.html

 Dzisiaj jesteśmy w winnicy by pozbierać różne zapachowe rośliny potrzebne mi by przyprawić na obiad zaplanowaną do pieczenia rybę.


Mój mężuś ciągle coś eksperymentuje i w tym roku w winnicy pomiędzy dwoma szeregami winorośli zasadził zimowe ziemniaki.


W najbliższe dni zapowiadany jest spadek temperatury i tak by zabezpieczyć ziemniaki przed zmarznięciem położyliśmy dzisiaj na szczycie tych dwóch szeregów winorośli siatki. 



Mamy nadzieję, że w przypadku jakiegoś nocnego przymrozku to pomoże. Zobaczymy później czy to pomogło. Eksperyment nie zawsze udaje się, ale my próbujemy, nie mamy nic do stracenia.

Trochę pracy, trochę chodzenia i świetna okazja do zrobienia fajnych zdjęć.  A teraz czas na kawusię na werandzie w domu, tym razem z jesienną dekoracją. 


Kocham te momenty naszego codziennego życia.

PRYWATNY KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEGO ANTONIEGO NA KORFU

W tym roku ponownie znalazłam się w kościółku Św. Antoniego w okolicach Nimfes , wioski północnej części wyspy. 



Ile razy tam się znajduję zastanawiam się nad tym , że tak wiele takich małych , prywatnych kościółków na terenie Korfu niszczeje , dosłownie zamienia się w ruiny .
 A przecież mówią one o wspaniałej przeszłości tego terenu. 

Jaka szkoda , że tak się dzieje......


Na temat licznych na Korfu starych , opuszczonych i zniszczonych małych kościołów napisałam Wam w artykule tutaj 

https://korfumojaprzystan.blogspot.com/2018/05/stare-opuszczone-koscioki-na-korfu.html

Dzisiaj chcę Wam opisać jak wygląda uroczystość w takich kościółkach w dniu dzisiejszym. 

Takie kościółki otwierane są tylko kilka razy do roku . Najczęściej najbardziej uroczysty tutaj dzień to święto patrona kościółka przy kościółku gromadzą się mieszkańcy okolicznych wiosek , najczęściej właściciele ziemi znajdującej się na około takich kościółków. 

To samo dotyczy kościółka Św. Antoniego znajdującejgo się w okolicach Nimfes pomiędzy pięknymi zboczami z gajami oliwnymi.






Trudno jest go znaleść bo znajduje się daleko od głównej drogi wioski. 

Jest to malutki kościółek bizantyjski , w ostatnich latach odnowiony. Wnętrze kościółka jest zadbane i posiada wiele starych ikon.







Tutaj mamy tylko kilka rzędów krzeseł i wiele osób wewnątrz kościółka nie mieści się. To jednak nie jest ważne. 

Przynajmniej raz do roku w dniu gdy odprawia się tutaj mszę świętą ludność gromadzi się na około kościółka stojąc w ciszy i spokoju i uczesnicząc w mszy świętej.  Kszesła wewnątrz kościółka są tylko dla starszych osób.

W dniu święta patrona kościółka , święta Świętego Antoniego od rana jest tutaj duży ruch. Ludność przybywa z różnych stron , z pobliskich okolic i nie tylko. Kilku włąścicieli tego kościółka , którzy są włąścicielami gajów oliwnych , które go otaczają organizują to święto i zapraszają na mszę świętą mieszkańców wioski, całą swoją dużą rodzinę i wielu znajomych . 

Mamy szczęście być znajomymi jednego z jego włąścicieli , więc co roku tego dnia i my tam raniutko jedziemy.

Raniutko przybywa też tam zaproszony ksiądz i jego pomocnicy.

Na ołtarzu układane jest ARTO , czyli chleb który podzielony będzie pomiędzy wierzącymi po mszy.



Przez cały poranek przybywa tutaj coraz więcej samochodów , które parkowane są na wąskich polnych drogach w okolicy. Panuje ogólne zamieszanie , bo każdy chce jak najbliżej do kościółka dojechać , a dużo miejsca tam nie ma.

Tak jak często Wam mówię Grecy zawsze umieją powiązać wszelkiego rodzaju okazję z możliwością do zjedenia czegoś i do zabawy. 

To samo jest i w tym przypadku. 

Na małym podwórku przed kościółkiem ustawiane są nieliczne prowizoryczne ławy, stoły i organizowany jest gryl do pieczenia różnego rodzaju mięsa. 

Bo po mszy świętej wszyscy zgromadzeni tutaj ludzie będą uczestniczyć w symbolicznym posiku i zabawie. 

Ksiądz odprawia mszę świętą , a na zwenątrz inni przygotowują dalszą część święta , bo  w powietrzu zaczynają roznosić się zapachy pieczonego mięsa. 

Nikomu nie przeszkadza , że jest zimno . Grunt , że nie pada i wszystko odbędzie się tak jak zawsze.






Dużo śmiechu, jakaś muzyczka, często tańce , różnego rodzaju trunki i zakąska. Ksiądz też uczestniczy w zabawie i często nawet tańczy z zaproszonymi gośćmi.








Zabawa zawsze trwa kilka godzin, a włąściwie do chwili , kiedy zakończą się trunki i przekąska i nie ma wiecej chętnych do tańca.

Jest to świetna okazja do corocznego zobaczenia znajomych , okazja do mile spędzonego wspólnie czasu, bez luksusów, toalet, szpilek i świątecznego ubrania. 

Wszyscy wiedzą , że będziemy na powietrzu, , że kto się zmęczy siądzie na jakimś kamieniu czy wprost na trawie. 

Takie uroczystości to jeszcze  jeden przykład z życia towarzyskiego na wyspie i potwierdzenie tego , że żyjąc na Korfu nie można się nudzić.



KOLEJNY LETNI DZIEŃ NA KORFU....

Na Korfu mamy pełnię lata.

Od wielu dni mamy wysokie temperatury , powietrze jakby stoi,  tylko wieczorem i porankami czuje się szaloną wilgotność. 

Prognozy pogody na najbliższe dni mówią o 30-35 C przy wilgotności dochodzącej do 98 %. Wszystko się lepi , skóra ciała jest wiecznie mokra i tylko częste prysznice pozwalają przeżyć jakoś ten okres.

O 5 rano obudził mnie nasz kogut swoim donośnym, wspaniałym pianiem. Wraz z innymi kogutami z okolicy informuje nas o tym , że następny dzień już się zaczyna. 

Dla mnie to trochę za wcześnie!!!

Wstaję i zamykam okno sypialni by nie słyszeć koguta i by poranne wilgotne powietrze nie wpadało do sypialni.





Wtulam się w poduszkę i zasypiam ponownie.

Po pewnym czasie budzi mnie cudowny zapach parzonej kawy dochodzącej z parteru z kuchni. To informacja , że czas już wstać. 

Patrzę się na zegarek. Jest 6.30. Normalna pora na pobudkę w letnie dni na Korfu. Schodzę na dół gdzie czeka na mnie mój mężuś z pyszną kawą i śniadaniem. Tak mnie rospiesza od rana...

Nasze śniadanko jest określone. Dwie cieniutkie kromki upieczonego przez mnie ciemnego chleba . Jedna z dżemem z pomarańczy ( mojej roboty) i warstwą jogurtu na nim , a drugi z kawałkami naszych pomidorów i 4 oliwkami też naszej produkcji.




Do tego kawusia po grecku i obowiązkowo szklanka wody. 

Tak rozpoczynamy nasz dzień podziwiając widok z naszej werandy na "morze " gajów oliwnych.



Jest wcześnie rano i tylko koncert cykadów towarzyszy nam w porannym posiłku. To informacja o tym , że przed nami mamy kolejny upalny dzień.

Rozpoczynamy nasze prace. Mąż schodzi do ogrodu by wszystko podlać, ja zajmuję się podlewaniem moich róż i wszystkich kwiatów, które mam w doniczkach na werandzie. Przy tak wysokich temperaturach  konieczne jest podlewanie wszystkiego co drugi dzień.

Jest 8.30

Mężuś przynosi mi z ogrodu kolejny koszyk pachnących pomidorów, które trzeba będzie przetworzyć i zawekować na zimę. 
Zostawiamy je w kuchni. Ubieramy się w kostiumy kąpielowe i jedziemy nad morze. 
Po drodze zatrzymujemy się koło naszej winnicy by pozbierać kolejne figi. W tym roku mamy wielki urodzaj na figi i wiele ich zjedliśmy . 





Bardzo możliwe , że do tego przyczyniła się też nowa innowacją koło drzewa figowego. Dowiedzieliśmy się o niej od naszego znajomego. Otóż powiesiliśmy koło drzewa figowego wykonanego przeze mnie  i pomalowanego na ciemnobrązowy kolor ptaka. Odstrasza on wszelkie inne praszki z okolicy , które w poprzednich latach zjadały nam połowę fig.

 Ile żyjemy , tyle się uczymy !!!




Wkładam koszyk z figami do samochodu i jedziemy na plażę. 
Jak zawsze , należymy do pierwszych chętnych do kąpieli. Większość turystów jeszcze śpi , tylko ludzie pracujący na plaży przygotowują leżaki i parasole. 




Woda jest krysztalowa i cieplutka. Kąpiel jest urocza i cudownie chłodzi całe ciało. Trochę gimnastyki w morzu, pływanie i później  po prysznicu schniemy spacerując po plaży.. 

Dzisiaj nie mamy czasu na kawusię w ciastkarni. W domu czeka na mnie praca w kuchni .
Jedziemy w góry i jak zawsze podziwiam tą  spaloną słońcem zieleń gajów , tak różnorodną i  tak piękną.
W domu szybciutko opłukuje nasze kostiumy kąpielowe i wraz z ręcznikami wieszam na werandzie. Teraz na werandzie jest bardzo ciepło i wszystko szybko wyschnie.

My chowamy się w domu. Grube kamienne ściany typowego korfiańskiego domu dają chłodzik i nawet bez klimatyzacji w domu panuje bardzo przyjemna temperatura.

Zaczynam kroić pomidory przyniesione rano z ogrodu. Słoiki już są zaparzone w gotującej się wodzie . Wlewam do słoików podgotowane pomidory pomieszane z drobno pokrojoną cebulką , przyprawami i odrobiną oliwy z oliwek. Zakręcam słoiki i stawiam je do góry nogami by ostygły. 

Kolejne słoiki na zimę już są gotowe.

Teraz czas na kawusię z kilkoma figami lub innymi owocami z naszego ogrodu. 





Jest ciepło . Decydujemy się na kawusie w salonie gdzie jest o wile chłodniej.

 Pije dwie szklanki wody jedna po drugiej i po zjedzeniu fig piję następną. Na szczęście lubię wodę , a jest ona w takim klimacie bardzo nam potrzebna. Męża muszę pilnować by z trudem wypił jedną szklankę, ale na szczęście to robi!

W południe codziennie rozmawiam przez internet z córką i wnukiem. Często razem pijemy kawusię, ona w Anglii , ja na Korfu. Technologia sprawia , że mimo dużej odległości możemy czuć się tak blisko i razem na "odległość " spędzać czas.

Bardzo często w tak upalne dni jemy coś lekkostrawnego. Obydwoje kochamy się w rybach i tak duszone szprotki z odrobiną czosnku i sałatka z naszych pomidorów , ogórków , oliwek to najlepsze letnie danie. 

Szybciutko przygotowuję obiad i później siadamy w salonie by w  chłodnym pomieszczeniu zobaczyć wiadomości w TV i po godzinie idziemy na siestę. 

Siesta jest  obowiązkowa w okresie lata

Za oknem jest taki upał , że nawet siedzenie nad morzem na plaży nie jest wskazane. By mile kontynuować dzień , który w lecie trwa do późnej w nocy , trzeba się przespać godzinkę lub dwie...

Po godzince budzi mnie rytmiczne chrapanie mężusia. Ja już wypoczęłam, więc schodzę na parter by poczytać nowości w internecie. Wczytuję się w artykuł o nowych sposobach sadzenia i pielęgnacji zapachowych roślin na Korfu.

To może być przyszłość wielu młodych ludzi na wyspie. Przy tak dogodnym klimacie na wyspie potrzebna jest tylko chęć , dobra organizacja i plantacja tego rodzaju może dać środki do życia całej rodzinie....  Ciekawe....

Staram się nie robić hałasu bo małżonek jeszcze śpi.  To czas greckiej siesty!

Wyjmuję z lodówki nasze winogrona by je przygotować na deser. Na początku sierpnia niektóre gatunki naszych winogron są już gotowe do jedzenia. Zbieramy je wcześniej od innych tak by zdążyć jej zjeść przed ptakami , które też je uwielbiają.




Jest 17.30 .

 Mąż się budzi i schodzi do salonu. Jemy nasze przepyszne winogrona i obydwoje pogrążamy się w lekturze. 

Ja w międzyczasie włączam piekarnik i gotuję wodę w dużym garnku. Do wrzącej wody wrzucam na kilka minut zebrane rano figi, następnie przekładam je do drugiego garnka z zimną woda i sokiem z jednej cytryny. Tak przygotowane figi po chwili kładę na blachach na papierze do pieczenia. Piekarnik ustawiam na 60 C i wkładam tam blachy z figami na 4-5 godzin. 

Następnie po wystygnięciu ponownie je piekę w ten sposób następnego dnia i o ile wypuszczają dużo soku przekładam je do nowej blachy też wyłożonej papierem do pieczenia. Tą procedurę powtarzam przez kilka dni do chwili gdy widzę oczekiwany efekt w postaci wysuszonych fig, które wrzucam do szklanego dużego pojemnika.

Oczywiście po całym domu roznosi się wspaniały zapach pieczonych fig.

Słońce zaczyna topić się w morzu i o ile jestem w domu lubię obserwować ten moment z mojej werandy.

Niesamowite kolory nieba, morza i zmieniające co chwile kolory słońce...... Bardzo romantyczna chwila.



Zapalają się małe lampki w ogrodzie naładowane promieniami słonecznymi w ciągu całego dnia i natura przygotowuje się do snu. 

Natura tak , ale nie my !!!

Nagle koło domu zatrzymuje się samochód z dwoma parami naszych znajomych. Przejeżdżając koło nas zatrzymali się by po prostu nas przywitać. I jak to zwykle się dzieje nie daliśmy im od razu odjechać.

Zasiedliśmy przy stole na werandzie i zaczęliśmy pogaduszki.

Pomyślałam, że to jest świetna okazja do spędzenia fajnego wieczoru ze znajomymi. 

Przyniosłam na werandę zimną wodę z lodem i plastrami cytryny, kilka kieliszków do naszego wina i zniknęłam w kuchni.

Po pół godzinie pokazałam się ponownie z tacą pełną przysmaków.
Faszerowane ryby ( które zawsze mamy w lecie w lodówce) , oliwki z oliwek, sałatka z pomidorów i ogórka, feta, smażona papryka , cukinia i bakłażany oraz frytki zapełniły stół !

Wszystko szybkie to wykonania , proste do przygotowania potrzebne w takich sytuacjach.

Posiedzieliśmy, zjedliśmy razem taką kolację, popiliśmy trochę winka i później zaczeliśmy, jak to zwykle bywa śpiewać........ 

I tak kończy się kolejny letni dzień na Korfu.....






KOLEJNE KORFIAŃSKIE SPOTKANIE TOWARZYSKIE DOBIEGŁO DO KOŃCA ...

 Kolejne bardzo miłe spotkanie ze znajomymi dobiegło końca.
  Jest trzecia w nocy i ostatni goście wychodzą z naszego domu dziękując za bardzo udany wieczór i jak to w zwyczaju bywa , zabierając jedną butelkę naszego wina by w swoim domu je kiedyś otworzyć i delektować się jego smakiem.

Po wielu wieczornych spotkaniach w domach naszych znajomych przyszła kolej na nas by coś takiego zorganizować u nas w domu.

 Specyficzna kameralna atmosfera naszej jadalni w domu z kamienia liczącym sobie ponad 200 lat sprzyja naszym spotkaniom towarzyskim by podzielić się nowościami , by coś przekąsić i oczywiście , by sobie pośpiewać.

Zawsze znajdzie się na to okazja!

Nawet jeśli nie ma jakiejś uroczystości to po prostu my tak sobie spędzamy mile czas.

Wśród naszych znajomych jest wielu kolegów męża z dwóch chórów w których śpiewa i z którymi przez wiele lat jeździmy na różne koncerty  po całej Grecji i po Całej Europie. W ten sposób bardzo fajnie z dużej grupie znajomych spędzamy czas , bo poza koncertami , zwiedzamy nowe miejsca i oczywiście wieczorami bawimy sie na całego.

Tak bardzo często podróżujemy w zimie w dużym towarzystwie kolegów i ich żon z którymi od lat jestem zaprzyjaźniona i mamy żywe kontakty na co dzień.
Jak sami rozumiecie nasze towarzystwo to ludzie śpiewający, kochający muzykę  i to najlepsze głosy z Korfu , więc w czasie takich towarzyskich spotkań mamy bardzo fajne melodyjne chwile.

Kiedy ostatni gość wyszedł z domu usiedliśmy z mężem na fotelach, uśmiechnięci , ale bardzo zmęczeni... 

By przygotować takie towarzyskie spotkanie na 20 osób trzeba trochę popracować by to dobrze zorganizować. 

Jest to dość męczące , ale to wielka przyjemność mieć u siebie w domu tylu znajomych jednocześnie. Najlepszą satysfakcją po takich spotkaniach są miłe słowa i wspomnienia , które nam pozostają.

 Bo jestem pewna , że to najbardziej się liczy!

Ze względu na to , że mieszkamy w górach i nawet nasi znajomi nie są przyzwyczajeni do tak dużej ilości serpentyn by do nas dojechać najczęściej zloty towarzyskie u nas w domu odbywają się od południa. To , że kończą się po północy to inna sprawa.

Ja przygotowuje różne smakołyki i danie główne na niespodziankę, mój mąż przygotowuje wino , które będzie z pewnością potrzebne.

Jak to w korfiańskim zwyczaju na stole nigdy nie może zabraknąć różnego rodzaju placków, z dyni, z pokrzywy, z dzikich warzyw, czy z karczochów. Dodatkowo różne sałatki z tego co mamy nawet w zimie w ogrodzie są bardzo mile widziane.


Oliwki z naszych gajów przygotowane przez nas i FETA muszą być obowiązkowo na stole i to w dużej ilości. Zawsze staram się przygotować jakieś oryginalne danie główne , by wszyscy byli zaskoczeni i zjedli coś czego na co dzień nie jedzą.

Tym razem przygotowałam rybę w pikantnym sosie pomidorowym.
Danie bardzo smaczne i świetnie pasujące do zimowej atmosfery i dużej ilości wina...

Przepis na to danie znajdziecie na moim blogu tutaj: 

https://korfumojaprzystan.blogspot.gr/2018/02/ryba-zapiekana-w-pikantnym-sosie.html



Staram się unikać dań mięsnych na tego rodzaju spotkaniach , bo takie można wszędzie zjeść. Dania rybne są zawsze przez wszystkich bardzo mile widziane.
W chwili gdy podaję na stół potrawę główną przez następne kilka minut panuje zupełna cisza - wszyscy zajadają aż im się uszy trzęsą. To dla mnie największa satysfakcja i potwierdzenie tego , że danie wszystkim smakuje.

Po skonsumowaniu większości smakołyków zaczynamy nasze rozmowy.

Z początku najczęściej rozmawiamy  na temat ostatnich nowości . 

Ze względu na to, że większość moich znajomych to tak jak ja babcie i dziadkowie zaczynamy pokazywać sobie zdjęcia i filmiki naszych ukochanych wnuków i oczywiście każdy chwali się wyczynami swojego wnuka.
Atmosfera robi się cieplejsza i oczywiście nasz znajomy wyjmuje gitarę by zaczęła się część muzyczna. Wtedy ja najczęściej zmieniam atmosferę przy stole. Gaszę światło, zapalam świece i w ten sposób organizuje odpowiednie oświetlenie by rozpocząć nastrojowe śpiewy. 



Lubię te drobne sprawy organizować tak by ten wieczór był niezapomniany , nastrojowy i by wszyscy czuli się dobrze w naszym domu.
W przerwie między śpiewami jemy ciastka. Najczęściej moje koleżanki przynoszą coś przygotowanego u siebie w domu. Na moje zamówienie jedna z moich koleżanek , która jest specjalistka w robieniu wspaniałych ciast przygotowała dla nas moje TIRAMISU. Sami podziwiajcie !!!  Raj w gębie !!!



Śpiewy trwają do późnej  nocy. Nikomu nie przeszkadzamy , bo dom jest wolnostojący.  Śpiewają nie tylko panowie , ale i ich żony. Uwielbiam te wieczory, które są niezapomnianym akcentem naszego życia . Są one tak charakterystyczne dla towarzyskich spotkań na Korfu , bo to bardzo muzyczna wyspa i wszyscy tutaj umieją śpiewać i często grać na jakimś instrumencie.



Jedzenie jest ważne , ale nie najważniejsze. Nikt nie jest głodny , każdy ma w domu co jeść. Obecnie ludziom brakuje właśnie  takich chwil spokoju, zadumania przy muzyce i miłego spotkania ze znajomymi.
Wielu z moim znajomych przeszło już na emeryturę, kilka żon znajomych jeszcze liczy ostatnie lata do emerytury i wszyscy rozpoczynają nowy etap w ich życiu. Nikt nie myśli o siedzeniu. Każdy ma jakieś plany co będzie robić . Jeden znajomy - emeryt zajmuje się pszczołami i robi miód, inny wrócił do swojej rodzinnej wioski i zajmuje się oliwkami, jeszcze inny tak jak my zajmuje się robieniem wina. 
O ile nie ma codziennej potrzeby pomagania dzieciom w wychowaniu wnuków , czy w jakimś rodzinnym biznesie jest dużo czasu  na własne zainteresowania , a wśród naszych znajomych wszyscy je mają.

Bardzo fajne jest to , że wszyscy kochają muzykę i wielu z naszych znajomych śpiewa w chórach na Korfu. 

Posłuchajcie poniżej naszych śpiewów w czasie takich spotkań. Tutaj też z moim udziałem!!!


Jak Wam się podoba taka muzyka poniżej macie jeszcze inną, tym razem  korfiańską piosenkę. Filmik jest trochę ciemny ze względu na nastrój ze świecami, który nawet w środku dnia lubimy. Chodzi jednak głównie o to byście to posłuchali:





To jest piękny sposób spędzenia wolnego czasu i okazja do grupowej zabawy w której uczestniczą też żony, czy mężowie członków chórów.
Wielokrotnie staramy się by do naszej gromadki dołączyły też nasze dzieci , czy wnuki. Często jednak jest to niemożliwe , bo młodzi ludzie mają inny rytm życia i są w dzisiejszych czasach bardzo zabiegani by sprostać wszystkich problemom codziennego  życia. 

Nie sądzę , by przy dzisiejszym kryzysie i zmianach na świecie tego rodzaju wieczory mogły być kontynuowane przez młodsze pokolenie. W sercu mam jednak nadzieje , że coś takiego się stanie.

W czasie naszych spotkań często dzwonię do mojej córki przez SKYPE by ona i mój wnuk mogły choćby na odległość być z nami i widzę , że im się to bardzo podoba. Czy jednak będzie możliwość na to by dzisiejsze młode pokolenie coś takiego po latach chciało organizować , nie wiem???
Dzisiaj na Korfu te muzyczne tradycje istnieją w wielu domach. Jedni śpiewają w chórach inni grają w tutejszych orkiestrach.
Wielu emerytów urozmaica sobie w ten sposób czas w ciągu tygodnia, bo dwa lub trzy dni w tygodniu uczestniczy w próbach tych chórów. 

Mamy też w grupie naszych znajomych zapasjonowanych rybaków i jak coś dobrego złowią jest dodatkowa okazja do zorganizowania spotkania towarzyskiego przy rybie.

Mam też znajomą , która jest specjalistką w robieniu pastitsady z udek żabich , czy inna, która świetnie gotuje danie z dzikich warzyw ze ślimakami , którymi też się zajadamy.

Takie spotkania towarzyskie na tej wyspie to nieodłączny element zimowych wieczorów.
Teraz po zakończeniu się kolejnego spotkania siadamy by trochę odsapnąć i pozbierać wszystko ze stołu. 

To było kolejne udane spotkanie ze znajomymi !!!

Od rana wszystkie koleżanki zadzwonią by podziękować za wspaniały wieczór, a my zabieramy się do pracy by wszystko wróciło w domu  do porządku.

I życie toczy się dalej...

JAK NA KORFU ŻYJE SIĘ W GÓRACH ?

Korfu to bardzo urozmaicona wyspa . Mamy tutaj wiele ciekawych wybrzeży i plaż, dużo ośrodków turystycznych i oczywiście cudowną starówkę stolicy wyspy.  Nie można jednak zapominać  o tym , że na Korfu poza morzem mamy też góry !



Kiedy latka lecą i dzieci " odlatują " z domu by zacząć własne życie w sposób przez nie wybrany często zaczynamy szukać więcej jakości w naszym życiu , więcej spokoju i czasu na to co kochamy robić . W ten sposób chcemy wypełniać nasz wolny czas , czy później , po przejściu  na emeryturę - całe nasze pozostałe życie.

W ciągu ostatnich 15 - 20 lat na Korfu jest tendencja do uciekania Korfiatów ze stolicy i powrotu do domów rodzinnych znajdujących się w wioskach Korfiańskich - w górach czy w centralnej cześci wyspy.  Wyspa jest na tyle mała (598 km2) , że wszędzie można szybko dojechać i tak mieszkanie na wsi w dniu dzisiejszym nie sprawia większych kłopotów.

Oczywiście odnosi się to głównie do małżeństw starszych, których dzieci już podrosły. W przypadku młodych małżeństw i systemu szkolnictwa w Grecji , gdzie poza szkołą dzieci po południu mają szereg zajęć , czy korepetycji to jest bardzo uciążliwe i wręcz niemożliwe.

Tak jak wielu innych Korfiatów po 25 latach mieszkania w stolicy zdecydowaliśmy się z mężem w 2006 roku przenieść do odrestaurowanego starego, kamiennego , liczącego sobie ponad 200 lat domu rodzinnego męża w górach. Decyzja dość poważna, ale na szczęście dla nas bardzo przemyślana i dlatego nie żałujemy tego.

Wiele osób z naszego otoczenia dziwiło się , że decydujemy się na tą wielką zmianę w naszym życiu , ale z biegiem lat zrozumieli naszą decyzję i nawet niektórzy z nich zrobili to samo. Tak więc grono znajomych w okolicy naszego domu w górach powiększyło się !

Jak mówiłam Wam na prowadzonych przeze mnie przez 17 lat wycieczkach po Korfu, że żyję w górach z dala od miasta bardzo Was to dziwiło!  Jak tam dojeżdżać, jak zaopatrywać się w super markecie itd itp.

Wszystko zależy od sposobu patrzenia na to. 

Po pierwsze by mieszkać na wsi w górach trzeba mieć wiele zainteresowań, trzeba umieć cieszyć się życiem we dwoje - kiedy można wielokrotnie spędzać czas w górach ciesząc się drobnymi sprawami dnia codziennego , np. wspólnym śniadaniem na werandzie z pięknym widokiem, słuchaniem muzyki, czytaniem książek , malowaniem (w moim przypadku), pracami w winnicy czy ogródku, czy innymi zainteresowaniami , które powodują, że mile i produkcyjnie spędza się czas.










Bardzo ważne jest też to by mieć jeden lub dwa samochody i oczywiście prowadzić samochód . Bez tego życie poza miastem jest niemożliwe. A sprawa prowadzenia samochodu i jazdy po tych korfiańskich serpentynach to kwestia przyzwyczajenia - do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Pamiętam kiedy przyjechałam na Korfu przed ponad 40  laty z Lublina - dużego polskiego miasta , zastanawiałam się jak będę mogła przyzwyczaić się do życia na wyspie, która tętni życiem w sezonie turystycznym, a w zimie wpada w letarg i wszystko toczy się tutaj wtedy na bardzo wolnych obrotach.

Wszystko zależy od rytmu prywatnego życia, czasu pracy, miejsca pracy, sposobu życia rodzinnego. Jak to toczy się z zadowoleniem i szczęśliwie nawet cisza zimowa jest przyjemna, bo jest więcej czasu na życie rodzinne.

Wracając do życia w górach. Jakie są tego zalety.

Bardzo dobre powietrze, cisza i spokój dnia codziennego, możliwość posiadania ogródka tuż przy domu, bezpośredni kontakt z przyrodą , możliwość cieszenia się każdą chwilą życia z ukochanymi osobami. 

Dodatkowo w chwili gdy brak jest nam kontaktu ze znajomymi - jest SKYPE i oczywiście możliwość szybkiego dojazdu do ludzi. 

W ciągu mniej niż godziny czasu można dojechać do stolicy, do plaży, do supermarketu, czy do ośrodków turystycznych znajdujących się nad morzem gdzie można bardzo mile spędzić czas w gronie znajomych przy kawie czy zajadając greckie przysmaki bez problemu z parkingiem - co w dniu dzisiejszym jest na wyspie bardzo ważne.

Sprawę zakupów też można świetnie zorganizować. Trzeba po prostu wiedzieć co i w jakich ilościach potrzebne jest nam do życia. Dwa razy w miesiącu robi się duże zakupy i już sprawa załatwiona. Takie zorganizowane zakupy są też okazją do zmniejszenia niepotrzebnych wydatków, które często robimy będąc co kilka dni lub nawet codziennie w supermarkecie.

Jakie są problemy związane z życiem w górach?

W zimie często przy złej pogodzie są trudności z dojazdem do stolicy, tzn. trzeba bardzo uważnie  i powoli jechać. W okresie burzy i deszczów dość często mamy problemy z elektrycznością, czy nawet z wodą.
 Z tym też można sobie poradzić mając własny agregat. Poza tym czasami takie wieczory ze świeczkami przy kominku też są atrakcyjne i potrzebne by zwalczyć monotonność dnia codziennego...

Jeśli chodzi o wodę to też posiadając własny zbiornik z dodatkową wodą nie ma się problemu. Jak widzicie wszystko zależy od dobrej organizacji życia i od sposobu przygotowania się do każdej ewentualnej sytuacji.

Najważniejsze by sprawa mieszkania w górach była powodem przemyślanej decyzji, a nie koniecznością z którą nie możemy się pogodzić lub która nam w ogóle nie odpowiada.

Jedno jest pewne . 

ŻYCIE NA KORFU GDZIEKOLWIEK W ZIMIE I W LECIE JEST ZUPEŁNIE INNE. 

To i Wy miejcie na uwadze o ile myślicie o zamieszkaniu na Korfu w przyszłości... dalszej lub bliższej.😁